Koszyk

W Twoim koszyku nie ma żadnych produktów.

0 szt. 0,00 zł

Festmania

PROMOCJA!!!

Przy zakupie przynajmniej dwóch książek wysyłka gratis (pobranie - dopłata 4,50 zł).

Przy zakupach powyżej 150 zł wysyłka gratis + można domówić dowolną książkę
w miękkiej oprawie za pół ceny. Szczegóły ->

Rammstein - Die Band

okładka
Łukasz Dunaj
276 stron + 16 stronicowa wkładka ze zdjęciami kolorowymi, sztywna oprawa
44,00 zł

W idealnym świecie pisanie biografii rockowych powinno być proste. Chętny i wystarczająco zdeterminowany autor kontaktuje się z interesującym go wykonawcą lub reprezentującym jego interesy wydawcą lub managementem. Ci albo posyłają go do wszystkich diabłów, albo wyrażają życzliwe zainteresowanie. W przypadku wystąpienia drugiej opcji, autor otrzymuje następnie „zielone światło” od przedstawicieli artysty (ów), co wiąże się przede wszystkim z wolą wzajemnej współpracy przy biografii. Odbywa się to na zasadzie tzw. „gentlemen’s agreement” lub profesjonalnej umowy z wieloma paragrafami i trudnymi wyrazami. Opisywany artysta angażuje się wówczas w powstanie dzieła, dzieląc się z autorem swoimi wspomnieniami, refleksjami, często bardzo prywatnymi i nieznanymi dotąd szerszej grupie fanów. Mamy wtedy do czynienia z biografią autoryzowaną. Nierzadko bardzo poprawną politycznie i unikającą dla danego wykonawcy wielu wątków niewygodnych lub obyczajowo nieprzyjemnych. Ale mimo wszystko zatwierdzoną i najczęściej promowaną medialnie przez samego zainteresowanego lub jego wydawcę.

Autor równie dobrze może takiego „błogosławieństwa” jednak nie otrzymać. Wtedy staje przed bolesnym dylematem. Działać dalej, na przekór zespołowi lub artyście, którego artystyczne dokonania wcale nie rzadko szanuje, a prywatnie nawet lubi, czy jednak odpuścić w imię tak zwanych dobrych stosunków branżowych. Zazwyczaj wygrywa to drugie podejście, bo przecież może klimat się kiedyś zmieni, popularność wykonawcy zmaleje lub wzrośnie i do tematu będzie można wrócić w bardziej sprzyjających okolicznościach. Znane są także przypadki, że autor przekonany o walorach – częściej komercyjnych niż artystycznych – swojego dzieła idzie w kierunku eskalacji potencjalnego konfliktu i narażając siebie oraz wydawnictwo, które firmuje jego publikację na ewentualny proces o zniesławienie, decyduje się na wydanie swojej książki, której przeciwny jest opisywany podmiot lub strażnicy jego artystycznej spuścizny. Czasami można podobno również zarobić, nie wydając napisanej o kimś pozycji.

Jeżeli zastanawiają się Państwo do której grupy zalicza się ta książka, spieszę od razu z odpowiedzią. Do żadnej z nich.

Zespół Rammstein i reprezentujący jego interesy management przypomina obecnie szczelny gmach orwellowskiego Ministerstwa Prawdy lub obwarowany kodami dostępu budynek nowoczesnej korporacji. Bez znajomości numeru PIN otwierającego rozsuwane drzwi z mlecznego szkła, nie masz szans dostać się do wewnątrz lub nawet zerknąć, co może być za szybą. Ja nie otrzymałem szansy poznania tego kodu. Próbowałem wszelkimi dostępnymi mi środkami, zawracałem głowę niezliczonej ilości osób, którym przy okazji chciałbym podziękować za wyrozumiałość i wyrazić nadzieję, że chociaż część z nich naprawdę chciała szczerze pomóc w nawiązaniu kontaktu z Rammstein lub osobami z najbliższego otoczenia zespołu.

Wielokrotnie odbierałem odpowiedzi w rodzaju „przykro, ale naprawdę nie mogę ci pomóc…” , chociaż mam świadomość, że o żadnej zmowie milczenia mowy być nie mogło. Bardziej prawdopodobne jest to, że publikacja tej książki po prostu nie leżała w sferze zainteresowań zespołu lub jego biznesowych partnerów. Co więcej – przez trwające półtora roku bezpośrednie lub pośrednie próby skontaktowania się z muzykami Rammstein – mam prawie graniczące z pewnością przekonanie, że do nich samych taka informacja mogła nawet nigdy nie dotrzeć. Nie szkodzi. Dzięki temu napisałem książkę, która jest moją próbą opisania fenomenu zespołu. Książkę, która być może tym nieprzekonanym do Rammstein, pomoże zrozumieć i docenić ich muzykę, ale i dla oddanych, z natury wszystkowiedzących fanów będzie lekturą, która nie okaże się stratą zainwestowanych w nią czasu i pieniędzy.

Książka, którą trzymacie Państwo w rękach, jest więc nieautoryzowaną biografią. Pochwalę się jedynie, że jedną z nielicznych, jakie dotąd ukazały się na świecie na temat tego niezwykle przecież popularnego zespołu. Zespołu, który według danych, które podaję za niemiecką Wikipedią, do 2009 roku sprzedał imponujące 16 milionów płyt, a dalsze miliony kupiły bilety na ich spektakularne koncerty. Zespołu, który stał się już legendą za życia, muzyczną instytucją i najbardziej popularnym niemieckim wykonawcą rockowym w historii. Któremu w 2014 roku przypada dwudziesta rocznica powstania. I to głównie z myślą o fanach Rammstein oraz jako wyraz szacunku autora dla twórczości samego zespołu, powstała ta pozycja.

Zapraszam na wizytę w niepowtarzalnym świecie Rammstein. Viel Spaß!

Łukasz Dunaj (wstęp do książki)


Łukasz Dunaj jest znany nie tylko jako krytyk muzyczny, ale też jako biograf Behemotha i Queens of the Stone Age. W swojej najnowszej książce postanowił przeanalizować fenomen i historię Rammstein. Z jakim skutkiem?

Trzeba przyznać, że biografia Rammstein nie należy do wdzięcznych tematów dla autorów książek. Może stąd taka mała liczba publikacji na temat zespołu? W przeciwieństwie do tuzów pokroju Led Zeppelin, AC/DC, Black Sabbath czy Metalliki nasi zachodni sąsiedzi muszą należeć do strasznych nudziarzy. Jak powiedział w jednym z wywiadów Lars Ulrich grupy młodszego pokolenia "nie tworzą własnych legend". Coś w tym jest! O ile bowiem w historiach wyżej wymienionych legend rocka roi się wręcz od skandali, eksperymentów z używkami czy tragicznych śmierci, to już dzieje Rammsteina bardziej nadają się na notkę prasową dotyczącą początków i rozwoju przeciętnej firmy.

Sami twórcy "Mutter" wywołują kontrowersje najwyżej własną twórczością aniżeli wywlekanymi na wierzch problemami osobistymi czy konfliktami wewnętrznymi zespołu. W ostatnich latach pojawiły się najwyżej informacje o kłótniach pomiędzy Tillem Lindemannem a Richardem Kruspe czy plotki o odejściu tego pierwszego z grupy. Czy można jednak porównać to z obrośniętym mitami wyrzuceniem Dave’a Mustaine z Metalliki, śmiercią Bonza z Led Zeppelin czy wreszcie samobójstwem Kurta Cobaina, czemu poświecono nawet osobną książkę i film dokumentalny?

Co w takich okolicznościach może począć biedny biograf? Pozostaje zebranie jak największej liczby materiałów i sklecenie ich jak najbarwniejszym językiem. Tak też  swoją pracę wykonał Łukasz Dunaj. Skoro udaje się historykom tak nudnych ministrantów jak U2, z Rammstein powinno być wręcz łatwiej!

Na sam początek mamy przedstawienie person dramatu - wszystkich sześciu muzyków zespołu. Dowiadujemy się sporo ciekawostek o ich najmłodszych latach, początkach karier (w przypadku części z nich pojawiają się wątki polskie!) a także otrzymujemy trochę informacji o życiu prywatnym. Autor postarał się także o analizę genezy stylu grupy. I to zdaje się już wyzwaniem dla niejednego audiofila. Samo wymówienie nazw niektórych mniej znanych przedstawicieli niemieckiego industrialu jest sporą gimnastyką dla języka. Chwała jednak dla redaktora Dunaja, że nie poszedł na łatwiznę upraszczając wpływy Rammstein do ich awangardowych kolegów z Einstürzende Neubauten czy Die Krupps i KMFDM. Nawet porównania do Metalliki nie zdają się tutaj przesadzone biorąc pod uwagę niektóre riffy grupy czy nawet rozwój jej stylu na poszczególnych albumach (od bardziej ortodoksyjnego grania po bardziej eklektyczną mieszankę na "Reise, Reise").

Kolejne rozdziały noszą już piętno typowej biografii zespołu-korporacji. Mamy więc kolejno: problemy z przekonaniem do siebie wydawców, pierwsze sukcesy spowodowane determinacją i zbiegami okoliczności (anegdota o tym, jak David Lynch poznał twórczość Rammstein), wreszcie zwycięstwo i jego nie zawsze szczęśliwe konsekwencje (domniemane wypalenie i jednak subtelnie zasugerowane problemy z narkotykami). Gdyby za "Die Band" stał niedoświadczony autor zapewne druga część książki byłaby idealną lekturą do poduszki ze względu na jej usypiający charakter. Całe szczęście Dunaj przyozdabia schematyczny ciąg kariery muzyków licznymi opowiastkami dotyczącymi życia w trasie (chcecie wiedzieć, jakimi "herbatnikami" są członkowie Limp Bizkit, polecam sięgnąć po książkę) czy sesji nagraniowych. Sporo tutaj także cytatów z wywiadów, jakich udzielili na przestrzeni lat muzycy. Brakuje co prawda "ostrzejszych" fragmentów, ale - jak sam biograf przyznaje - Krupse i spółka bronią swojej prywatności i większość konfliktów pomiędzy nimi rozgrywa się raczej za zamkniętymi drzwiami.

Oczywiście nie mogło obejść się bez szczegółowych recenzji wszystkich płyt. Tu zaskoczeń może i nie ma, ale niedzielnego fana grupy zaskoczą zapewne informacje o niewydanych dotychczas oficjalnie utworach.

"Die Band" to rzetelnie napisana biografia Rammstein, którą mogę polecić zarówno zagorzałym fanom zespołu, ale także osobom zainteresowanym współczesnym przemysłem muzycznym. Czy bowiem istnieje lepszy przepis na sukces aniżeli dzieje właśnie TEGO zespołu?

Jacek Walewski - MAGAZYN GITARZYSTA


Rammstein to fenomen w skali światowej. Jedyny w historii zespół, który osiągnął tak spektakularny sukces grając muzykę nie dość, że ciężką, to jeszcze toporną i momentami wręcz prymitywną. Do tego śpiewając w ojczystym języku niemieckim i to o wszelkiego rodzaju zboczeniach, dewiacjach, morderstwach, zbrodniach i psychopatach. Kolektyw sześciu ludzi, którzy przez dwadzieścia lat nie spuścili z tonu, choć skandalicznie zwolnili tempo. Grupa, która koncerty przerodziła w ogniste show, a teledyski w mini-filmy z różnych gatunków. Zaskakujące, że przeze tyle lat zespół nie doczekał się biografii. Powód tego stanu próbuje wyjaśnić we wstępie człowiek, który odważył się zmierzyć z tematem – Łukasz Dunaj. Tak, „Rammstein: Die Band” nie jest biografią oficjalną, czy nawet autoryzowaną. Czy warto po nią w takim razie sięgnąć? Spróbuję udzielić na to odpowiedzi poniżej.

Łukasz Dunaj to znany fanom cięższych brzmień dziennikarz muzyczny, którego bogaty dorobek przyćmiło autorstwo „Konkwistadorów Diabła”, czyli oficjalnej biografii Behemoth. Mnie na razie wystarczyła „Spowiedź Heretyka”, a pana Łukasza znam i cenię głównie za artykuły i recenzje z Thrash'em All. Nie oznacza to jednak, że zgadzam się ze wszystkimi głoszonymi przez autora poglądami i opiniami. Mogę więc powiedzieć, że do lektury podszedłem bez nastawień i uprzedzeń. Udało mnie się nawet zapomnieć, że to szef znakomitego NOISE magazine.

Historia opisana w książce może imponować rozmachem, ponieważ rozciąga się od dzieciństwa poszczególnych muzyków, aż do 2014 roku. Największe wrażenie robi tutaj właśnie ten pierwszy rozdział, gdzie alfabetycznie, bez wysuwania nikogo przed szereg, autor opisuje drogę każdego z sześciu muzyków, która doprowadziła do spotkania pod szyldem Rammstein. O ile późniejsze losy grupy fanatykom są powszechnie znane (jeśli od kilkunastu lat śledzą prasę muzyczną związaną z ich ulubionym zespołem), to te pierwsze historie pełne są nieznanych dotąd faktów. Choć i tu nie brak białych plam, których autor uczciwie nawet nie próbuje ukrywać. Bije stąd ogrom pracy poszukiwawczej.

Każdy późniejszy rozdział jest poświęcony kolejnej płycie, od momentu nagrywania materiału, przez jej szczegółowe (i subiektywne) omówienie wraz z tekstami (i kontrowersjami jakie wywołały) po trasę promującą dany album. Nie zabrakło oczywiście kilku historii z życia w trasie, czy pracy w studiu. Nie da się przecież pracować przez dwadzieścia lat tylko w sześciu i nie zwariować. Przyznaję, że jest to mój ulubiony sposób przedstawiania biografii i tutaj należą się autorowi brawa za pieczołowitość z jaką zostały opisane poszczególne wydawnictwa (włącznie ze wszystkimi singlami!) i co ważniejsze koncerty. Konsekwentnie omówiono też każdy teledysk na zasadzie od pomysłu, przez realizację, reakcję i obecną ocenę muzyków, którzy nie wszystkie ze swoich dzieł darzą równą estymą. Dostajemy więc w pigułce wszystko co chcielibyśmy (i jest możliwe) się dowiedzieć o zespole. Grupa bowiem nad wyraz mocno strzeże swojej prywatności, więc zwolennicy plot rodzinnych i ekscesów seksualnych (innych niż te opisane w tekstach) nie znajdą tu pikantnych szczegółów. Dochodzi do tego jeszcze wydanie, jak zwykle w przypadku wydawnictwa Kagra wysokiej jakości - 276 stron w twardej oprawie plus wkładka z kolorowymi, dużymi zdjęciami (szkoda, że nie ma ich więcej) prezentuje się znakomicie.

W każdej potrawie musi być jednak i łyżka dziegciu, a tutaj będą trzy. Niby drobiazgi, ale trzeba się czasem przyczepić, żeby nie było, że recenzja jest na zamówienie. Po pierwsze, w trakcie omówienia utworu „Spiel Mit Mir” autor waha się, czy mowa jest o kazirodczych relacjach dwóch braci, czy brata i siostry. Żeby daleko nie szukać, wyjaśnienie tego problemu padło w wywiadzie, który został zamieszczony w „Teraz Rocku” we wkładce poświęconej Rammstein. Po drugie, dziwi fakt, że autor zrezygnował z opisania szczegółów makabrycznych zdarzeń, które stały się kanwą do utworu „Wiener Blut”, tłumacząc, że było o tym wiele w prasie, podczas gdy historię kanibala z Rotenburga, która zainspirowała muzyków do stworzenia „ Mein Teil” podaje dokładnie z szczegółami. Po trzecie, czyste czepialstwo – tytuł mówi „Die Band”, cały czas autor podkreśla, że to wyjątkowy kolektyw bez lidera, a tymczasem na okładce sam Lindemann. Warum?

Jednak jest to, jak mówiłem, czyste czepialstwo, Łukasz Dunaj wykonał bowiem znakomitą pracę umożliwiając przyjrzeć się dokładniej zjawisku i fenomenowi Rammsteina. Dla słabiej zorientowanych w temacie będzie to niewątpliwie kopalnia informacji. Fanatyczni fani wiele ciekawostek nie znajdą, ale oni i tak muszą mieć tę książkę na półce, prawda? Odpowiadając więc na pytanie postawione na początku – tak, to książka, którą każdy miłośnik zwichrowanej twórczości sekstetu z Niemiec (niedzielny czy ortodoksyjny) powinien przeczytać.

5/6

Łukasz Radecki