Koszyk

W Twoim koszyku nie ma żadnych produktów.

0 szt. 0,00 zł

Festmania

PROMOCJA!!!

Przy zakupie przynajmniej dwóch książek wysyłka gratis (pobranie - dopłata 4,50 zł).

Przy zakupach powyżej 150 zł wysyłka gratis + można domówić dowolną książkę
w miękkiej oprawie za pół ceny. Szczegóły ->

Mustaine

okładka
Dave Mustaine, współpraca Joe Layden
320 stron + 8 stron w kolorze
37,00 zł

Upadek i narodziny ikony heavy metalu
Dave Mustaine szczerze wyznaje, że nie raz sięgnął dna w swojej mrocznej i pokręconej, speedmetalowej wersji dickensowskiego życia.
Dzieciństwo bez wspomnień, w biedzie? Zaliczone.
Przemoc w rodzinie, problemy alkoholowe? Zaliczone.
Religijny fanatyzm niszczący umysł (w tym przypadku skrajności świadków Jehowy oraz satanizm)? Zaliczone.
Alkoholizm, uzależnienie od narkotyków, bezdomność? Zaliczone po trzykroć.
Wypalenie zawodowe i niemoc artystyczna? Zaliczone.
Odwyk? Zaliczone. (siedemnaście razy)
Doświadczenia na pograniczu życia i śmierci? To też zaliczone.

James Hetfield, z którym wiele lat temu Mustaine zakładał zespół Metallica - zaobserwował kiedyś z niedowierzaniem, że Mustaine musiał się chyba urodzić z podkową w tyłku. Jest niewiarygodnym szczęściarzem, że jeszcze nie wącha kwiatków od spodu po tym co przeżył. I Hetfield niewątpliwie ma wiele racji. Mustaine jest szczęściarzem. Ktoś nad nim czuwa. Ale jest też druga strona tego żelastwa wetkniętego w odbyt. Boli jak cholera. Nigdy nie daje o sobie zapomnieć.
Mustaine uparcie walczył o swoje i udało mu się osiągnąć szczyt. Oto jego historia – wczesne lata w Metallice, wyrzucenie z zespołu i później cała kariera Megadeth, który stał się jednym z najpopularniejszych zespołów heavymetalowych. To historia prawdziwej gwiazdy rocka – założyciela, lidera, kompozytora i gitarzysty Megadeth. To historia, która inspiruje, zadziwia i przeraża.

O autorze:
Dave Mustaine, powszechnie uznany za jednego z twórców gatunku zwanego thrash metalem, to niezwykły samorodny talent, który wprowadził Metallikę i Megadeth do publicznej świadomości. Od wydanego w 1985 roku debiutu Killing Is My Business… And Business Is Good do ostatniego jak dotąd albumu Endgame Mustaine pozostawił po sobie dziedzictwo – muzykę, którą można określać na niezliczone sposoby. Muzykę przejmującą, głęboką, zarówno gniewną jak i ironiczną. Megadeth zdobył osiem nominacji do nagród Grammy i odebrał osiem platynowych płyt. Dave Mustaine mieszka obecnie w San Diego County w Kalifornii.


Dla jednych Dave Mustaine to bóg gitary, założyciel i lider jednego z najważniejszych zespołów w historii thrash metalu; dla innych - bufon i fantasta z przerośniętym ego i nieuleczalnym kompleksem Metalliki. Nie jestem przekonany, czy wydana tuż po amerykańskiej premierze autobiografia lidera Megadeth (napisana we współpracy z dziennikarzem Joe Laydenem) cokolwiek w tym postrzeganiu zmieni.

Co więcej, mam wrażenie, że raczej doda amunicji antyfanom Mustaine’a, a niezdecydowanych przeciągnie na stronę ’przeciw’.

Tytuł ''Mustaine'' dobrze oddaje zawartość książki. Nie Megadeth, ale Mustaine, zatem ci wszyscy, którzy mieli nadzieję na jakieś rewelacje dotyczące samego zespołu, prawdopodobnie będą zawiedzeni. Wydarzenia z życia kapeli, po wydaniu ''Rust in Peace'', przedstawione zostały dość skrótowo, bez nadmiernego wgłębiania się w szczegóły. Autor koncentruje się przede wszystkim na zmianach personalnych, paru informacjach dotyczących powstawania płyt i koncertów. Nie jest to jednak większy problem, w końcu mowa o autobiografii konkretnego człowieka, a nie historii Megadeth. Tym bardziej, że gdyby owa postać była naprawdę interesująca, mogłaby być nawet sprzedawcą odkurzaczy, co nijak nie stałoby na przeszkodzie w poznawaniu jej opowieści z zapartym tchem.

Problem w tym, że albo Mustaine nie miał ciekawego życia (co jednak wydaje się mało prawdopodobne), albo nie potrafi dobrze o nim opowiedzieć. Albo chociaż zrobić to w taki sposób, by przypudrować nieco mniej czy całkiem niefajne cechy charakteru, o jakich można było wcześniej usłyszeć czy które można było na własne oczy zobaczyć, choćby w nieszczęsnym filmie ''Some Kind of Monster''. Mustaine jawi się w swojej autobiografii jako prawdziwy twardziel, dorosła wersja karate kid, który ma ''trzy różne pasy'' (znamienne, że nigdzie nie padają konkretne nazwy, o jakie sztuki walki chodzi). Ów nieustraszony Chuck Norris gitary, gotów jest przerzucić przez biodro (dobrze, że nie załatwić z półobrotu), ewentualnie celnym strzałem żelaznej pięści powalić każdego napastnika, nawet Stevena Seagala. Dochodzi do tego absolutny brak poczucia humoru, objawiający się nawet wtedy, gdy autor opowiada o zabawnych, wydawałoby się, scenkach. Nie liczcie na wesołe anegdotki i skrzące się dowcipem puenty. Pod tym względem ''Mustaine'' jest równie śmieszna jak polska komedia romantyczna.

Dziwnie kłóci się z tym wizerunkiem nagła obawa o życie, związana z osobą ''zdeklarowanego satanisty i złego, niebezpiecznego człowieka'' Jona Nödtveidta. Otóż, okazało się, że na jednym z festiwali Megadeth miał dzielić scenę z Dissection. Oddajmy głos Dave’owi: ''Ten człowiek wiedział jak to jest - odebrać komuś życie. Czy się bałem? Tak, trochę tak.'' I oto niepokonany (i nawrócony, dodajmy) fighter zażądał od promotora dodatkowej ochrony. Najwyraźniej nawet trzy pasy nie pomogą w walce z diabłem (no chyba, że nunchaku wymienimy na kropidło, ale skąd wziąć kropidło na metalowym feście?).

Twardziel w walce i twardziel w liderowaniu zespołowi. Zabawne, z jaką łatwością facet, który przez tyle lat miał (i wciąż ma) żal, że Metallica wykopała go ze składu, opowiada o niezliczonych zmianach w line-up'ie Megadeth. Ale, ale... przecież Dave nigdy nie wywalił nikogo ''bez uprzedzenia''. Jednym z bardziej znamiennych momentów, ukazujących stosunek Mustaine’a do współpracowników (a także jego przeświadczenie, że przyczyna niepowodzeń zawsze leży gdzieś poza nim) jest fragment o solowej płycie, nagranej pod szyldem MD.45. ''Płyta ’Carving’ nie osiągnęła takiego sukcesu komercyjnego, jak się spodziewałem (głównie za sprawą anemicznej promocji Capital Records), ale mogła się podobać. Sam uważałem, że zasługiwała na odświeżenie jeszcze kilka lat później. Dlatego też ’Carving’ został później zremasterowany, a wokale Lee Vinga zastąpione moimi - by zainteresować fanów Megadeth, którym jakoś umknęła premiera pierwotnej wersji''. Panu już dziękujemy, panie Ving.

Z drugiej strony, Dave to trochę zagubiony gość, łaknący adoracji i potwierdzenia, że jest najbardziej zajebisty w galaktyce. Przy okazji, podatny na nałogi, o których rozpisuje się niemal na każdej stronie książki. Dzięki temu ze sto razy przewijają się tu różne wariacje frazy ''tak, byłem alkoholikiem i ćpunem''. Rozumiem, że to dramat, ale autor przedstawia to w taki sposób, że czytelnik pozostaje obojętny. Pomijam kwestię jego religijnego nawrócenia, warto jednak zwrócić uwagę na głupie tłumaczenia, dlaczego Megadeth nie może grać z jednymi kapelami (Rotting Christ), z innymi zaś może (Slayer). Pierwszy ma brzydką nazwę (to jedyny argument), za to drugi jest spoko. Wszak, pisząc teksty w rodzaju ''There is no fuckin' Jesus Christ'' Kerry King miał na myśli zupełnie co innego.

Wreszcie temat, który musiał się pojawić - Metallica. Wykopany z zespołu, rozżalony i upokorzony gitarzysta, wracając autobusem z Nowego Jorku do Kalifornii, nabawił się nieuleczalnej traumy związanej z ekipą Ulricha i spółki. Można odnieść wrażenie, że cała działalność Megadeth podporządkowana była zawsze jednemu - próbie dorównania, a najlepiej przeskoczenia dokonań byłych kolegów. Stąd brak większego wahania przed złagodzeniem oblicza zespołu. Problem w tym, że mega-popularnej Metalliki nigdy nie udało mu się doścignąć. Szczerze zabawne są wynurzenia autora, związane z uroczystością wprowadzenia muzyków Metalliki do Hall of Fame. Mustaine, który - przypomnijmy - opuścił zespół przed nagraniem debiutu, jest przekonany, że rola widza w tej uroczystości mu nie przystoi. On też powinien zostać wprowadzony, zgodnie zresztą ze zdaniem z końca książki: ''Odniosłem sukces z Metallicą, odniosłem sukces z Megadeth''. Cóż, bez komentarza.

Mimo tego wszystkiego, a może właśnie dzięki temu ''Mustaine'' wart jest lektury. Czego by nie mówić, autor i główny bohater zarazem na zawsze zapisał się w historii ciężkiego grania, warto więc poznać, co ma na ten temat do powiedzenia.

Ocena: 7/10

Szymon Kubicki - Magazyn Gitarzysta

Komentarze

Czytałam tą książke wielokrotnie i bardzo mi się, podobała.Chociarz czuję pewien nie dosyt.Mustaine w moim odczuciu napisał bardzo dobrą i szczerą książke.Dzięki tej biorafi zainteresowałam się,muzyką Meagadeth.To naprawdę bardzo dobry zespół.Moja ulubiona płyta z 2011 roku.Wcześniejsze płyty nie mam jeszcze sprecyzowanej opini.Poleca bardzo serdecznie książkę.